Przejdź do treści

Joshua vs Paul – to nie jest sport?

Coraz częściej pojawiają się głosy krytyki wobec wydarzenia sportowego, jakim miałaby być walka Joshua – Paul. I w gruncie rzeczy trudno się temu dziwić.

Ale świat się zmienia. Czasy się zmieniają a wraz z nimi ludzie, technologia i sposób odbioru sportu. To, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia, dziś jest elementem rzeczywistości. I niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie warto to po prostu zrozumieć.

Czy mnie osobiście interesowała walka?
Nie.

Podobnie jak nie interesują mnie walki w zawodowym boksie, gdy dochodzi do rażąco nierównych pojedynków, które z rywalizacją sportową mają niewiele wspólnego. I nie chodzi tu o nazwiska, tylko o uczciwość sportową.

Dobrym przykładem biznesu jest Tyson Fury, który przez długi czas więcej mówił, niż robił. Unikał konkretów, przeciągał negocjacje i dopiero olbrzymie pieniądze skłoniły go do walki z Usykiem. Trudno tu mówić o romantyzmie sportu to był czysty biznes. Ale taki jest świat. Czy się to komuś podoba, czy nie.

Warto jednak zadać sobie uczciwe pytanie: jakie realnie można mieć oczekiwania wobec zawodnika, który owszem trenuje ciężko, jak profesjonalista, ale nie jest i nigdy nie będzie bokserem ukształtowanym przez całe życie w tym sporcie?

Boks to nie tylko forma fizyczna i dostęp do najlepszych trenerów. To lata nawyków, ringowej inteligencji, wyczucia dystansu i reakcji, których nie da się nadrobić w kilka czy nawet kilkanaście lat.
Czy ktoś naprawdę, oglądając takiego zawodnika, liczył na to, że pokona mistrza olimpijskiego i aktywnego boksera na najwyższym poziomie? Jeśli tak to nie jest problem sportu, tylko nierealnych oczekiwań.

Ta walka nie miała być czystą rywalizacją sportową. Miała być rozrywką. Widowiskiem. I tylko w takim kontekście należy ją oceniać.

Warto też oddać szacunek zawodnikom. Brawa dla obu, a szczególnie dla Paula, który poniósł olbrzymie konsekwencje tej walki  zdrowotne.To nie była zabawa bez ryzyka.

Historia sportu zna podobne momenty. Muhammad Ali w 1976 roku w Tokio walczył z Antonio Inoki w pojedynku, który do dziś bywa symbolem .. właśnie jak to nazwać?. Wtedy również mówiono, że „to nie ma nic wspólnego z boksem”. A jednak boks przetrwał.

Dziś jedno jest pewne: boks jest na świeczniku. A Paul czy się go lubi, czy nie robi dla boksu dużo, bo przyciąga uwagę ludzi, którzy normalnie nigdy nie włączyliby gali bokserskiej.

Są walki:

czysto sportowe, dla miłośników tego sportu.

i walki rozrywkowe, dla szerszej publiczności.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Jeśli coś cię nie interesuje nie musisz tego oglądać.
Sport nie musi być jeden, jedyny i „właściwy” dla wszystkich.

Bo boks jak każdy żywy sport idzie tam, gdzie są ludzie.

Przygotował: Michał Prusak